Czy Big Tech rządzi zieloną energią?

Czas czytania: 4 minuty

Czy Big Tech rządzi zieloną energią? 

Na świecie coraz częściej widzimy ingerencję spółek Big Data w sektor energetyczny, a w szczególności – w zieloną energię. Zrównoważony rozwój staje się nie tylko motywatorem do zmiany, a wręcz przedmiotem geopolitycznej rządowej walki na osi Chiny-reszta świata. 

Obecność spółek Big Data w sektorze OZE potwierdzają wyniki z 2020 r. – pierwsze miejsca na liście nabywców, zgodnie z danymi BloombergNEF, zajmują Google, Amazon, Facebook, Apple i Microsoft.

Nie budzi to zaskoczenia – w końcu, gdyby gigantyczne centra danych i serwery miały być utrzymywane tylko w drodze zużycia źródeł nieodnawialnych, mogłoby to skończyć się środowiskowym kataklizmem. Jednocześnie za szlachetnymi deklaracjami i korporacyjnymi raportami stoją problemy takie jak monopolizacja rynku zielonej energii, zagrożenia cyberbezpieczeństwa, działalność szpiegowska i przeciążenie sieci energetycznych przez alternatywne finanse. I mimo tego, że pięć spółek z grupy GAFAM często nie gra czysto, to rząd chiński, częściowo poprzez Huawei, przesuwa technologiczną konkurencję na groźny, paramilitarny poziom.  W walce o zieloną energię nie bez winy jest również rozwój alternatywnych finansów, przede wszystkim Bitcoina, na którego presję zaczynają wywierać spółki takie jak Tesla. 

Widać więc, że nagromadzenie problemów i wątpliwości w sektorze może prowadzić do poważnych zagrożeń bezpieczeństwa, których ofiarami będą przede wszystkim obywatele. 

Nieczysta gra Chin 

Ingerencja Big Tech w zieloną energię to nie tylko najbardziej oczywiste zrównoważone plany biznesowe, ale również produkcja inteligentnych urządzeń, które w ostatecznym rozrachunku mogą prowadzić do zagrożenia cyberbezpieczeństwa państw. Przykładem ilustrującym problem jest korzystanie w Europie i Stanach Zjednoczonych z części do paneli słonecznych, które produkują chińskie spółki. Jednym z wiodących dostawców sprzętu jest nikt inny, a chiński gigant, w którym rząd ma zresztą swoje udziały – czyli Huawei. Chodzi tutaj o produkcję inteligentnych optymalizatorów mocy, które mają ułatwić obsługę paneli gospodarstwom domowym oraz falowników – być może najważniejszych elementów urządzenia, pozwalających na przetwarzanie napięcia. 

Jednocześnie, biorąc pod uwagę zarzuty o szpiegostwo wobec Huawei, które pojawiły się przed kilkoma laty również w Polsce, temat instalowania coraz większej liczby sterowanych internetem urządzeń może rodzić perspektywę sabotowania energetycznej wydajności państw Zachodu. Potencjalne zagrożenia, o których mowa, to manipulowanie dostawami energii, niezgodne z prawem gromadzenie informacji i danych lub nawet, w skrajnych przypadkach, wywoływanie blackoutów. 

Na to zagadnienie zwrócili uwagę amerykańscy politycy. W kwietniu ubiegłego roku grupa senatorów skierowała list do administracji prezydenta USA, w której zaapelowała o zaprzestanie korzystania z optymalizatorów do paneli słonecznych produkcji Huawei. Kraje europejskie również wyrażają coraz więcej wątpliwości w przedmiocie działań Chin na naszym kontynencie. Przykładowo, holenderska agencja wywiadowcza wskazuje na chińskie akcje szpiegowskie w cyberprzestrzeni jako jedno z kluczowych zagrożeń dla gospodarki Holandii – szczególnie w sektorze bankowości, energii i infrastruktury. Na podobne działania Chin zwróciła uwagę również analogiczny organ państwa w Finlandii.

Nie oznacza to jednak, że stworzenie bezpiecznych urządzeń nie jest możliwe. W USA prowadzone są już badania nad stworzeniem systemów fotowoltaicznych odpornych na cyberataki. Projektujący skupiają się przede wszystkim na stworzeniu bezpiecznych falowników, które są jednocześnie najbardziej istotnym elementem systemów fotowoltaicznych, jak też najbardziej narażonym na ingerencję z zewnątrz. Alan Mantooh, który koordynuje przedsięwzięciem, wskazał, że ingerencja hakerów w funkcjonowanie sprzętu może skończyć się nie tylko wyłączeniem, niestabilnością sieci lub przeładowaniem akumulatorów, ale również powodować realne straty w postaci zniszczenia systemu magazynowania i w konsekwencji do pożaru. Wyraźnie widać więc, jak ważną częścią zapewnienia sektorowi bezpieczeństwa jest korzystanie z tych urządzeń, które nie niosą ze sobą wyżej wspomnianych zagrożeń. 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia 

Wśród spółek GAFAM inwestujących w zieloną energię, najwięcej kontrowersji z punktu widzenia modelu biznesowego budzi Amazon. Spółka mierzy się z oskarżeniami o łamanie praw pracowniczych, nieuczciwe praktyki rynkowe, praktyki odwetowe wobec konkurentów, dumping cenowy oraz monopolizowanie lokalnych rynków sprzedaży. Rzadko jednak wspomina się o dużych inwestycjach Amazona w zieloną energię – zgodnie z przywołanym wyżej raportem BloombergNEF, przedsiębiorstwo zawarło ponad 35 kontraktów na zakup energii odnawialnej w 2020 r., co uczyniło je największym kupującym w ubiegłym roku. 

Ledwie miesiąc temu firma ogłosiła, że rozpoczęła inwestowanie w morskie farmy wiatrowe i zbliża się do nabycia ponad połowy farmy zlokalizowanej na około 20 kilometrach wybrzeża Holandii. To tylko potwierdza monopolistyczne ambicje spółki. I o ile poszerzanie portfolio o rynek odnawialnych źródeł energii jest oczywiście godne aprobaty, a sama misja budowania gospodarki wolnej od emisji to dobry kierunek dla biznesu, to musimy też pamiętać o tym, że obok górnolotnych deklaracji i kosztownych transakcji, Amazon wciąż pozostawia ogromny ślad węglowy wynikający przede wszystkim ze sposobu organizacji łańcucha dostaw. Mimo deklaracji co do wspierania zrównoważonego rozwoju, Amazon sam ujawnił dane, z których wynikało, że w 2019 r. jego ślad węglowy wzrósł o 15% w porównaniu do 2018 r. Pojawia się więc pytanie, czy nie będziemy mierzyć się z dwustronnym przekazem: po jednej stronie promowaniem inwestycji giganta w zieloną energię i planów całkowitego wyeliminowania śladu węglowego do 2040 r., a po drugiej z coraz częstszymi doniesieniami o szkodliwym wpływ.ie na środowisko w związku z łańcuchem dostaw, ale też z szeregiem innych naruszeń.  

Kosztowne koparki 

Poważnym problemem dla sektora energetycznego stają się również kryptowaluty, w tym najbardziej popularny – i być może najbardziej kontrowersyjny – Bitcoin. G. Mosler z Barclays wskazuje, że coraz częściej firmy z branży tech, takie jak Tesla, inwestują w portfele kryptowalutowe, co stawia znak zapytania wobec ich deklaracji proekologicznych. Wiemy, że wykopywanie Bitcoina z uwagi na konstrukcję algorytmu wymaga gigantycznej mocy obliczeniowej. Digiconomist szacuje, że ślad węglowy zostawiany przez ten proces jest porównywalny do śladu wytwarzanego przez Nową Zelandię i wynosi ok. 37 milionów ton dwutlenku węgla. Co szokuje najbardziej, jedna transakcja Bitcoinem ma, zgodnie z przewidywaniami serwisu, równać się ponad 700 tysiącom przesunięć kartą kredytową. Co więcej, zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Cambridge Institute for Alternative Finance, wykopywanie Bitcoina opiera się w 38% na energii pozyskiwanej z węgla. 

I tutaj, podobnie jak w przypadku Huawei, pojawiają się zagrożenia związane z bezpieczeństwem energetycznym. Za niedawne, bardzo poważne blackouty, które miały miejsce w Iranie, tamtejszy rząd obwinił przede wszystkim Bitcoina.Ma to dużo sensu – w wyniku sankcji nałożonych przez USA, Bitcoin zyskał tam na popularności, a liczba nielegalnych kopalni zaczęła rosnąć. 

Gołym okiem widać więc, że rosnące zainteresowanie kryptowalutami, częściowo wynikające z presji Big Techu takiego jak Tesla, może negatywnie wpłynąć na środowisko i bezpieczeństwo energetyczne państw. A sektor kryptowalutowy zdaje się nie zwalniać tempa. 

Co dalej? 

Na zatrzymanie ambicji Big Techu w przedmiocie zielonej energii nie ma co liczyć. Możemy spodziewać się, że trend inwestowania przez Amazon będzie kontynuowany, gdyż nie od dziś firma znana jest z monopolistycznych zapędów. To, na co rządy mają realny wpływ to zapewnienie państwom bezpieczeństwa energetycznego w postaci korzystnych regulacji, które pozwoliłyby eliminować z rynku urządzenia o potencjalnie niebezpiecznym charakterze, jak części do urządzeń fotowoltaicznych pochodzące od producentów o wątpliwej reputacji związanej z oskarżeniami o działalność szpiegowską. Tutaj konieczność rozsądnego działania wydaje się być priorytetem – geopolityczna walka i „wyścig zbrojeń” napędzany przez Chiny w sektorze cyfrowym i energetycznym może nieść ze sobą realne zagrożenie funkcjonowania tysięcy, a nawet milionów gospodarstw domowych. 

Drugim wyzwaniem możliwym do osiągnięcia jest sprawne eliminowanie farm Bitcoinów, które prowadzą do zaburzeń wydajności sieci energetycznych. Na konkretne rozwiązania będziemy musieli jednak poczekać, choć już w tym roku Komisja Europejska ma zająć się regulacjami dotyczącymi rynku OZE. Miejmy nadzieję, że pozwoli to na otworzenie dyskusji nie tylko na biznes, ale również na cyberbezpieczeństwo i problem uciążliwych kryptowalut. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *